Pracownia

Pracownia na Półwiejskiej

… niepowtarzalne miejsce, do którego musisz wspiąć się po stromych, starych schodach i zadzwonić dzwonkiem, który niczym syrena lotnicza nie pozostaje obojętny całej dzielnicy. Potem przekraczasz próg i wchodzisz do niezwykłego świata mistrza Gryzy, będącego dziś pod opieką Agnieszki i małej Em.
Tu niemal bez przerwy trwa produkcja. Na co dzień wykonuje ją Agnieszka, ale gdy ona stamtąd wychodzi, to za pracę zabierają się Waldony – małe metalowe postaci stworzone przez Gryzę, nazywane przez dzieci odwiedzające pracownie, po prostu „metaludkami”.
Tak zaczyna sie opowieść o miejscu, w którym na co dzień dzieją się rzeczy magiczne…


Jak dwa światy

Pracownia – to dwa światy w jednym. Warsztat i showroom pełen przedmiotów niecodziennych i niezwykłych. Trudno tu nie zauważyć trzydziestu lat pracy mojego męża Mieczysława Gryzy  – performera, designera i artysty. W warsztacie z kolei dominuje wszystko to, co z OYCĄ jest związane. Wszędzie napotkasz miedziane rurki, kulki stalowe, sznurki, luty i narzędzia. Pracownia jest pełna tajemniczych sprzętów, a jej historia bogata w anegdoty, o czym – jak tylko mam okazję – opowiadam każdemu, kto tego świata jest ciekawy. Najwierniejszą słuchaczką jest oczywiście Em – nasza córka – ma 3,5 roku i chce być uczestniczką tego wszystkiego, co tu się dzieje..

Warsztaty

Ale pracownia czeka także na Ciebie – by i Tobie pokazać swoje możliwości. Organizuję tu warsztaty – bliskie spotkania ze sztuką, rzemiosłem i rękodziełem. Robie też prezentacje i pokazy. Możesz wybrać wzór, który chcesz samodzielnie wykonać pod moim okiem, możesz przyjść tu z własnym wzorem i go zrobić. Możesz też tylko przyglądać się, jak powstaje biżuteria dla Ciebie lub dla osoby, którą chcesz obdarować. Ta ostatnia opcja jest szczególnie atakcyjna zwłaszcza dla dzieci – ciekawych, zachwyconych pracownią, zaprzyjaźnionych z Waldonami, ale jeszcze nie gotowych na spotkanie z narzędziami.

Dzieci patrzące, jak powstaje prezent dla mamy to niezwykłe zjawisko. Uwielbiam przyglądać się, kiedy na ich twarzach pojawia się zdumienie, fascynacja, zachwyt i słychać dziecięce „wooow”.
Ale warsztaty to jednak nie tylko zabawa. W naszym pędzącym świecie czasem warto wyhamować – w ciszy pracowni, w skupieniu tworzenia, w kreacji i efektownym finiszu.
Zapraszam do siebie wszystkich zagonionych życiem. Stukanie młotkiem w miedzianą blaszkę ma naprawdę wielką moc terapeutyczną.